Pasieka - początek przygody z pszczołami w naszej rodzinie. Opowiada Leon - syn Stefana - tato Marcina.

Pasieka Stefanek - Założyciel

Stefan Krawiec

Pasieka to nasza duma. Przygodę z pszczołami w naszej rodzinie rozpoczął senior rodu Stefan Krawiec (1927-1995) w roku 1965. Pierwsze ule, jakie pojawiły się u nas w domu, były to ule typu „słowiańskiego”, bardzo duże i bardzo ciężkie. Na początku było ich dwie sztuki. Naukę pszczelenia tato rozpoczął pod okiem naszego sąsiada zza płotu, który miał już swoją pasiekę. Posiadał też dużą wiedzę na temat pszczół oraz obchodzenia się z nimi w pasiece. Po czterech latach, w których tato nabywał praktyki, podglądał zachowania i zwyczaje pszczółek. Tak mu się to spodobało, że postanowił zakupić kolejne cztery ule. Tym razem były to ule typu „wielkopolskiego”. Praca przy ulach wielkopolskich była lżejsza. Przyjemniejsze stały się przeglądy rodzin pszczelich w dolnym korpusie oraz łatwiej było pozyskiwać miód.

Stefan Krawiec
Pasieka

Zamiłowanie do pszczół i miodu

W latach 70-tych pod wpływem rosnącego zamiłowania do pszczół tato postanowił zapisać się do Koła Pszczelarzy przy WSK Mielec. Koło działało bardzo prężnie organizując liczne szkolenia, pogadanki i wykłady, które wygłaszały zapraszane osoby. Wykładowcy dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem z członkami Koła, w tym i z naszym Stefankiem. On był zaś bardzo pilnym słuchaczem i wszystko skrupulatnie rejestrował w pamięci, aby móc później zdobytą wiedzę wykorzystać w praktyce. Dążył bowiem ciągle do udoskonalania współpracy z pszczołami. I pomimo wielu obowiązków związanych z życiem codziennym starał się nie opuszczać ani jednego spotkania, na które uczęszczał z dużym entuzjazmem.

Rozwój Pasieki – Pomysłowość i Ciężka Praca

W tamtych czasach bardzo trudno było nabyć jakikolwiek asortyment związany z pszczelarstwem. Dlatego jak to bywało dawniej, każdy radził sobie jak mógł. Nie inaczej też było i w przypadku mojego taty. Na co dzień pracował w największym w okolicy na tamte czasy zakładzie WSK PZL Mielec. Pracując tam tato zaobserwował, że części lotnicze, które przywożone są do zakładu zapakowane są w drewniane skrzynie. Wielkością zbliżone były one do uli i poddawane były procesowi utylizacji. W jego głowie zrodził się pomysł, że kolejne ule będą właśnie zrobione z tychże skrzyneczek. Nie zastanawiając się długo załatwił sobie pozwolenie na ich odbiór i po parę sztuk przywoził do domu. W długie zimowe wieczory w domowym warsztacie przerabiał je na swoje wymarzone ule. Na wiosnę zaś, gdy ule były już pomalowane i dopieszczone w najmniejszym detalu zostawały zasiedlane nowymi rodzinami pszczelimi. Tym sposobem z jednej strony tanim, ale z drugiej wymagającym dużego wkładu pracy własnej co roku w pasiece przybywało uli. W miarę rozrastania się pasieki w pracach przy pszczółkach musiała pomagać tacie moja mama Zofia, która zawsze z ochotą i uśmiechem mu towarzyszyła. Gdy byłem już starszy tato zaczął zabierać mnie i mojego brata do pasieki. Tym samym mogliśmy podglądać jak wyglądają prace pasieczne, oswajać się z pszczółkami i ich zwyczajami. Zaczęliśmy tym samym nabierać praktyki, która jak się potem okaże nie pójdzie na marne.

Pasieki stacjonarne

miód wielokwiatowy, akacjowy i lipowy

Dawniej, gdy tato zaczynał swoją przygodę z pszczelarstwem pasieki były tylko stacjonarne, czyli przez cały rok ule stały w jednym miejscu. Żeby wybrać miód z pasieki oddalonej od domu o paręnaście kilometrów pakowało się ręczną miodarkę, konwie na miód, sita, widelce do odsklepiania wosku. Z tym jechało się na miejsce i tam odbywało się miodobranie. Gdy pasieki były rozlokowane w paru miejscach analogicznie miodobranie odbywało się w każdym z nich z osobna.  Więc znowu pakowanie całego sprzętu i wirowanie w innym miejscu. W dzisiejszych czasach jest to dużo łatwiejsze i wygląda to trochę inaczej. Bowiem wirowanie odbywa się w domu, a z pasiek przywozi się ramki z miodem, które się wiruje w nowoczesnych elektrycznych miodarkach.

W tamtych czasach przez to, że pasieki były stacjonarne miodów odmianowych było tylko kilka rodzai. Gatunki miodów były uzależnione od roślin rosnących dookoła na pasieczysku. Najczęściej pozyskiwało się miód wielokwiatowy, akacjowy i lipowy.

Przekazanie Pasieki

W 1985 r. tato podarował mi pasiekę, w której było 35 uli. Zacząłem pszczelenie na własny rachunek z moją żoną Bożeną, która dopiero się wszystkiego uczyła. Na początku był strach przed użądleniem, ale bardzo szybko zwyciężyła w niej ciekawość i entuzjazm, z którym do tej pory żona pracuje ze mną ręka w rękę.

Niestety… 28 sierpnia 1995 roku nasz kochany tato odszedł na wieczny odpoczynek. Wymowna sytuacja, której nie zapomnę do końca swojego życia.  Podczas ostatniego pożegnania przy otwartej trumnie w naszym domu rodzinnym przez drzwi w pewnym momencie wleciała pszczoła i siadła na chwilkę na ręce taty. Tak jak by się z nim żegnając ten ostatni raz.

Po śmierci taty jego pasieka licząca wtedy ok. 100 rodzin pszczelich rozlokowanych w pobliskich miejscowościach Mielca została podzielona po połowie pomiędzy mnie i mojego brata. Tak jak mój tato Stefan mnie, tak ja gdy mój syn Marcin podrósł zacząłem go zabierać ze sobą do pasieki i przekazywać całą zdobytą dotychczas wiedzę. Tym samym zaraziłem go pasją do pracy z pszczołami.

Obaj również należymy do Rejonowego Koła Pszczelarzy w Mielcu. Tak powstała pasieka rodzinna, która rozwijana jest z roku na rok w powiększanie ilości rodzin pszczelich a także w pozyskiwanie najnowocześniejszego sprzętu potrzebnego przy pracach pasiecznych. Powoli zaczynamy również zapalać entuzjazm w mojej synowej Magdalenie, która coraz częściej pomaga w pracach pasiecznych.

Stefan Krawiec miod
Pasieka Stefanek dzisiaj

Różne gatunki miodów

W dzisiejszych czasach, żeby pozyskiwać różne gatunki miodów, które są pożądane przez klientów trzeba wędrować z pszczołami na różne pożytki. Raz bliżej, a raz dalej w specjalnie przystosowanych do tego ulach. Dlatego posiadamy w ofercie różne gatunki miodów. Oferta nasza obejmuje produkty od miodów nektarowych po miody spadziowe.
Dla uczczenia pamięci człowieka, który rozpoczął w naszej rodzinie przygodę z pszczołami i która trwa już trzy pokolenia postanowiliśmy, że nasza pasieka będzie się nazywać jego imieniem. Tak więc Pasieka Stefanek jest oddaniem hołdu naszemu ukochanemu mężowi, tacie i dziadziowi Stefanowi, który zaszczepił w nas miłość do pszczółek.